W ostatnim poście pisałam, że z podróżami u mnie trochę na bakier. Nie żebym nie chciała- bardzo marzy mi się, żebym w końcu ruszyła dupę i zaczęła ten świat naprawdę poznawać. Na razie przeszkodami był a to paszport(a raczej brak, więc gdzieś dalej ni chu chu),a to kasa,a to brak towarzystwa a to... No właśnie, wymówek wiele, pewnie i tak główną przyczyną było lenistwo, więc powinnam się wstydzić i biczować za ten swój zaścianek.
Skoro już napisałam, że mi się marzy, to postanowiłam wybrać 10 miejsc, do których pojechać chcę koniecznie. Część standardowa, część mniej, mam nadzieję, że kiedyś uda mi się zrealizować to, a nawet więcej. Więc....
1. Meksyk.
Jako miłośniczka meksykańskiej kuchni, Fridy Kahlo i tych pociesznych zespołów w sombrerach i z grzechotkami, wygrywających "la cucaracha", nie mogę nigdy nie zawitać do Meksyku!
Podobno podróże teraz są tam nie do końca wskazane, bo łatwiej natkniesz się na ulicy na członków narkotykowego kartelu, niż mariachi, ale do odważnych świat należy ;)
2. Kuba
Jak już jesteśmy przy Meksyku, to niech będzie też Kuba. Hawana ma podobno nadal niepowtarzalny klimat, a ja chętnie pobawię się w Hemingwaya, pijąc, paląc cygara(co z tego, że jest okropne i można sobie wypluć płuca) i słuchając tamtejszej niepowtarzalnej muzyki. Mam nadzieję tylko, że skończę lepiej niż on.
3. Islandia
Nie ma co ukrywać, jestem trochę nerdem i rozczytuję się w fantastyce. Z tego względu, wyprawa w miejsce, gdzie nie można wybudować drogi, jeśli można nią urazić elfy, byłaby dla mnie niezłą gratką. Skandynawskie klimaty zawsze mnie kręciły, Islandia to dla mnie ich kwintesencja.
4. Holandia, Amsterdam
To może akurat nie byłaby jakaś wyprawa życia, urywająca z wrażenia dupę, jednak słyszałam wiele opinii o świetnym klimacie miasta(nie wiem, czy opinie były obiektywne, czy z perspektywy coffee shop'ów, ale anyway. W końcu też mogę się postarać o odpowiednie postrzeganie już na miejscu). Jest też niewielka szansa, że może natchniona widokiem, przekonałabym się w końcu do rowerów(ostatni raz jeździłam z 8 lat temu, jak nie więcej ;p), a to byłoby dla mnie dużym sukcesem.
5. Francja, Paryż
Wiem, oklepane straszne. Ale kto by nie chciał być Amelie Poulain, Audrey Hepburn i Charles'em Baudelaire w jednym? Muszę tam pojechać właśnie bo Amelie, bo Audrey, bo właśnie skończyłam czytać "Nędzników", bo Montmartre. A pod osłoną nocy, udając że mam dzieci- tylko zgubiłam je w tłumie- Disneyland.
6. Francja, Prowansja
Daleko nie zajechałam od ostatniego punktu, jednak odkąd wróciła stamtąd moja(przyszła) teściowa, zdążyła mnie już zarazić opowiadaniami, zdjęciami i błędnym, rozmarzonym wzrokiem na samo wspomnienie. Nie mogę być gorsza od mojej teściowej(o, co to to nie!), więc chcąc nie chcąc Prowansję również muszę zaliczyć.
7. Bhutan
Powoli kraj otwiera się na turystów, pojechać zdecydowanie warto. Nie wiem nawet, czy zaczęłabym najpierw podziwiać Himalaje, buddyjskie klasztory, czy niesamowitą przyrodę. Królestwo Smoka, jak można przetłumaczyć oficjalną nazwę państwa, kusi odpoczynkiem od zgiełku, możliwością przemyślenia tego i owego(tzn. na fotelu w domu też da się myśleć, ale o ile lepiej się myśli, jak wszystko zostawiamy daleko za sobą i możemy w takiej oprawie nabrać dystansu). Chcę, chcę, chcę, a B. to w ogóle by padł ze szczęścia, gdyby mógł się tam zabrać.
8. Indie
Zdecydowanie koniecznie odwiedzić w trakcie obchodów święta holi. W tym roku i tak wezmę udział w festiwalu kolorów w Polsce, więc zawsze to jakaś namiastka, ale tam to już w ogóle jest rozmach.
9. USA
Już nawet nie wiem, czy bardziej NY, czy Kalifornia, czy Wielki Kanion, czy cholera wie co.. Najlepiej wynajętym samochodem przez całe stany i być jak Thelma i Louise.
10. Maroko
Chyba jeden z niewielu już krajów arabskich, gdzie jeszcze bez strachu o własne życie można pojechać. Poznałam zresztą paru Marokańczyków i wszyscy byli bardzo pozytywni, więc to tym bardziej zachęca. Paskudna jest jednak ich słynna herbata z miętą, smakuje jak syrop, zdecydowanie wolę polską, łagodną wersję...
A Wam jaka podróż się marzy? A może już taka za Wami?